Głogów pokonany. NMC Górnik walczy o Puchar PGNiG Superligi

Autor
Zaktualizowany: Maj 15, 2017

NMC Górnik Zabrze jako ostatni zespół grupy Select oficjalnie zainaugurował walkę o Puchar PGNiG Superligi. Pierwsze z trzech spotkań przyniosło sporo emocji, a zabrzanie pokonali 31:25 Chrobry Głogów.

Pierwsze minuty spotkania zdecydowanie należały do gości. Grali konsekwentnie, rozgrywając piłkę z każdej pozycji. Zabrzanie sprawiali wrażenie jeszcze nie rozgrzanych. Ale ta maszyna musiała w końcu odpalić i przy wyniki 0:2 strzelecki impas gospodarzy przełamał Marek Daćko. Po chwili tablica zegarowa wskazywała wyniki 3:2. Głogowianie nie pozostawiali jednak dłużni i do dziewiątej minuty gonili wynik. Wtedy jednak ktoś zaciągnął im hamulec ręczny, dając pole do popisu zabrzanom. Martin Galia niczym kobra odbijał kolejne piłki, a jego koledzy z pola kąsali Chrobrego nad wyraz celnymi rzutami. Goście zaczęli popełniać kardynalne błędy na każdej z pozycji. Nawet niezawodny Rafał Stachera próbował powstrzymać jedną z kontr, głęboko wychodząc w pole. To było jednak za mało na doświadczonego Bartłomieja Tomczaka, który lekkim zwodem minął go, zmienił tor piłki i pewnie trafił na 9:5.

 Gospodarze atakowali z każdej formacji, a gdy goście próbowali szarpać wynik, na wysokości zadania stawała wreszcie ograna defensywa Trójkolorowych. Dość powiedzieć, że lisim sprytem wykazał się Adrian Niedośpiał, blokując kontrę rywali, wychodząc po zmianie z Iso Sluijtersem ledwie metr przed linię zmian i prowokując na skrzydłowym gości faul w ataku. Przełamanie nastąpiło dopiero w 22. minucie i po dwóch trafieniach Szymona Sićki oraz trzecim Mateusza Rydza głogowianie zaczęli odrabiać straty do 14:11. Emocje wreszcie wróciły na parkiet, by pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 16:13.

Siedemnastą bramkę dla NMC Górnika rzucił oznaczony numerem… siedemnastym Sasza Buszkow, który jakby na nowo ożył na boisku i po ostatnich słabszych meczach grał pierwsze w ataku. Świetnie wytrącał Rafała Stacherę z równowagi, przetrzymując piłkę do ostatnich milisekund i rzucając już praktycznie stojąc w kole. To w ogóle był mecz powrotów, bo w ataku świetnie spisywał się też Adrian Niedośpiał. Królował jednak w obronie, doskonale asekurując wyższych kolegów. Na dopełnienie świetnie zagrał Michał Adamuszek, notując chociażby doskonałe trafienie w trzecie tempo. Co więcej, ręce „Myszy” sprawiały wrażenie, że sięgają od jednej linii bocznej  do drugiej. Imponująco blokował rzuty rywali. Drugi bieg wrzucił jednak Kamil Sadowski, który fantastycznie wykańczał rzuty z drugiej linii, doskonale wyczekując Martina Galię. Dwie kolejne bramki dołożył Wiktor Kubała i znów goście doszli do kontaktowego wyniku 19:18. Gdzie diabeł nie może, tam Marka Daćkę pośle, który przełamał impas zabrzan i karę dwóch minut dla Płócienniczaka przekuł na sprytnie wykonany rzut karny pomiędzy nogami Stachery.

Gościom po faulu Sadowskiego przyszło grać nawet w piątkę w ataku (bez bramkarza). Adam Babicz pięknie rzucił z drugiej linii, ale jego błąd w obronie skutkował dwuminowym osłabieniem jego zespołu. Prawdziwą gwiazdą drugiej połowy był jednak Kubała, który mimo podwójnego bloku i doskonale ustawionego Martina Galii, zdołał zdobyć bramkę na 22:20. Po chwili wykorzystał kolejną kontrę, znów zbliżając swój zespół do remisu.  A ten dał Kacper Pawłowski, wykorzystując karnego za faul Saszy Buszkowa. Po chwili jednak, jakby było to tradycją głogowian, również zobaczył karę dwóch minut. Dokładnie to samo zrobił Aleksandr Tatarincew dosłownie chwilę później: rzucił bramkę i zobaczył dwa sędziowskie palce wzniesione do góry. – W głupi sposób traciliśmy piłki, z których mieliśmy rzucać kontry. Do zaważyło o szaleństwie tego meczu – komentował ten wynik po meczu Sasza Buszkow, skrzydłowy NMC Górnika Zabrze.

 Żarty się skończyły. Gospodarze nie mieli wyjścia i jak najszybciej musieli wypracować bezpieczną przewagę. Dopisali więc skrzydłowi: najpierw znów trafił Sasza Buszkow, a po chwili dwa trafienia dołożył Bartłomiej Tomczak. Tablica wskazwała czterobramkową przewagę Trójkolorowych, 28:24. Ale to było mało. Alex Tatarincew wpierw rzucił z koła, po chwili wyłuskał piłkę z rąk kontrującego Kubali, a na koniec wypracował trzydzieste trafienie. Jak wół harował też Marin Galia, który odbił prawie 50% rzutów! Wynik meczu na 31:25 ustalił Rafał Gliński.  – Mieliśmy fajne fragmenty w obronie i w ataku, a po chwili mieliśmy przestoje. Ale na szczęście po koniec udało nam się rzucić parę bramek i liczyć się w dalszej grze o Puchar – tonował nastroje jego kolega z pozycji, Maciej Tokaj.

Tym samym głogowianie praktycznie stracili szansę na walkę o finał Pucharu PGNiG Superligi. – Pod koniec chyba zabrakło nam trochę sił, żeby dopaść gospodarzy. Mieliśmy remisy, ale się zacinaliśmy. Wtedy gospodarze przechodzili do ofensywy i pod koniec na nasze dwie bramki odpowiedzieli aż siedmioma – mówi Rafał Stachera, bramkarz głogowian. Zabrzanie za to w środę o godz. 18 zmierzą się z Gwardią Opole w Krapkowicach, a za tydzień (22 maja) o godz. 19 Wtedy Górnicy zmierzą się z aktualnym liderem grupy, Wybrzeżem Gdańsk.

 

NMC Górnik Zabrze – Chrobry Głogów 31:25 (16:13)

NMC Górnik: Galia, Kornecki – Niedośpiał 2, Daćko 5, Tomczak 5, Piątek, Sluijters 3, Buszkow 5, Tatarincew 5, Gliński 2, Tokaj 1, Ścigaj, Adamuszek 3. Trener: Ryszard Skutnik

Kary: 10 minut (Piątek, Sluijters, Buszkow, Tatarincew, Adamuszek.
Skuteczność bramkarzy:
Galia: 48% (23 obrony / 48 rzutów)
Kornecki: 0% (0 obron /1 rzut)

Chrobry: Stachera – Miszka 3, Pawłowski 4, Płocienniczak 1, Świtała 1, Sadowski 4, Sićko 5, Babicz 1, Gujski, Tylutki 1, Sobut, Kubała 4, Rydz 1. Trener: Jarosław Cieślikowski

Kary: 14 minut (Pawłowski, Płócienniczak 2, Sadowski, Babicz, Tylutki, Kubała)

Skutecznosć bramkarzy:
Stachera  18,5% (7 obron / 38 rzutów)

 

 

 

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

CLOSE
CLOSE