– Ambicja nie pozwala czuć się z tym dobrze – mówi  Przemysław Witkowski

Autor
Zaktualizowany: Listopad 6, 2017

Górnik gra nietypowo, bo dwoma bramkarzami. Tobie pozostaje rola trzeciego golkipera. Jak się z tym czujesz?

Skłamałbym mówiąc, że bardzo dobrze. Ambicja nie pozwala, żeby czuć się z tym dobrze. Chciałbym grać, a na razie nie jestem w meczowej szesnastce. Trener ma założenia, że to protokołu wpisuje dwóch bramkarzy, a dzięki temu dysponuje większą liczbą zawodników z pola. To było dla mnie trochę niespodziewane, bo od wielu lat Górnik grał trzema bramkarzami. Dla mnie to coś nowego. Nie wiedziałem, że będzie to tak wyglądać. Pozostaje mi pracować ciężko na treningach.

Zastanawiałeś się nad czym musisz pracować, żeby wymienić swoich kolegów?

To jest trudne pytanie. Przed sobą mam „bardzo trudnych konkurentów”. Martin jest doświadczonym bramkarzem reprezentacji Czech, Mati jest reprezentantem Polski. I jestem ja, Przemysław Witkowski. (śmiech) Wydaje mi się, że nie odstaję od nich drastycznie, żebym w ogóle nie miał możliwości zaprezentować się na parkiecie. Ale nie odpuszczam i liczę na swoją szansę.

W listopadzie czekają na was trzy spotkania wyjazdowe. Może wtedy?

Ja cały czas liczę na znalezienie miejsca w składzie. Jest nas osiemnastu w składzie, szesnastu trafia do protokołu. Teraz po kontuzji Saszy jest na siedemnastu i chyba jeden z nas – ja albo Tomek Łukawski – pojedziemy grać.

To chyba nietypowa sytuacja, że konkurujesz ze skrzydłowym.

Poniekąd. Ale zobaczymy czy trener zdecyduje grać trzema bramkarzami czy trzema lewoskrzydłowymi.

A wygracie te mecze?

Mam nadzieję, że tak. Mam nadzieję, że podtrzymamy formę z dotychczasowych starć. Mam też nadzieję, że nikt nie znajdzie sposobu na naszą grę. Bo taktycznie gramy zupełnie co innego.

Aż do maja, do walki o medale?

Czemu tylko o brąz? (śmiech) Wiadomo, że dwa pierwsze miejsca mogą być zaklepane, ale… sport nie takie rzeczy widział. A z taką formą, jaką mamy teraz… jest w zasięgu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

CLOSE
CLOSE