Katowicki Sport: – Nie zostawię drużyny – mówi Martin Galia

Autor
Zaktualizowany: Wrzesień 27, 2018
GALIA

Tomasz MUCHA: W Górniku nie mogą się już na w pełni zdrowego „Galicia” doczekać…

Martin GALIA: – Trenowałem już z chłopakami, wykonywałem ćwiczenia bramkarskie, ale dopiero od poniedziałku stanąłem na bramce, a to zupełnie co innego. Na pewno nie wejdę od razu w meczu, zresztą równolegle z treningiem wciąż będę się rehabilitował.

A kiedy w końcu zagrasz?

Martin GALIA: – Na pewno nie w sobotę z Kwidzynem, raczej też nie we wtorek z Wisłą Płock. Może za dwa-trzy tygodnie, na Azoty… Zobaczymy, jak będzie po wysiłku zareaguje kolano.

Miałeś w karierze równie poważną kontuzję?

Martin GALIA: – O, tak! To była już chyba moja czwarta operacja. Gdy grałem w Niemczech krojone miałem lewe kolano i kostkę.

Czujesz głód piłki, grania, eMocji?

Martin GALIA: – Oj tak! Oglądam mecze chłopaków i mocno je przeżywam. Nieraz chciałbym wejść na boisko i im pomóc. Ale muszę poczekać. Zresztą wcale nie wiadomo, czy od razu wskoczę na wysoki pułap, mam zaległości, no i swoje 39 lat…

No właśnie – gdy się leczyłeś, nie pomyślałeś, że to już koniec, że nie wrócę na boisko?

Martin GALIA: – Nie. Mam jeszcze przez rok kontrakt w Górniku, a rehabilitacja przebiegała obiecująco. Oczywiście, nie wiem, jak się sytuacja rozwinie, dopiero zaczynam wracać na boisko po poważnej operacji, ale nie mogę zostawić drużyny w trakcie sezonu, w którym chcemy powalczyć o medal.

Odczuwasz lęk przed mocniejszym treningiem?

Martin GALIA: – Nie, żadnego. Jak już trenuję, to na całego. Kolano mnie nie boli, u mnie zawsze szybko się wszystko goiło. Miałem bardzo dobrą rehabilitację przez ponad trzy miesiące w chorzowskiej Silesia Clinic, pracowaliśmy intensywnie, nie byłem nawet na wakacjach, a trzech moich fizjoterapeutów naprawdę dobrze się spisało. A jeżeli kolano zacznie boleć, zrobię przerwę i trudno, jeszcze poczekam.

Zabrakło Cię w meczach o półfinał superligi w poprzednim sezonie, a reprezentacja Czech bez Ciebie przegrała dwumecz o awans na mistrzostwa świata z Rosją. Szkoda?

Martin GALIA: – Jasne, ale nie wiadomo, czy ze mną w składzie i Górnik, i Czechy awansowałyby, zespół to nie tylko jeden bramkarz. W każdym razie w ćwierćfinale z Gwardią nie byliśmy słabsi, różnica była tylko w bramce, bo pech sprawił, że kontuzji doznał też Mateusz Kornecki.

I dlatego w tym sezonie Górnik wolał się zabezpieczyć i postanowił mieć w kadrze aż czterech golkiperów!

Martin GALIA: – No fakt, czterech to trochę zbyt wielu na treningach, nie da się odpowiednio popracować na treningu. Ale to już sprawa i decyzja trenera z prezesem, jak to rozwiążą.

W tym sezonie na razie bramkarze w Górniku – a jest ich trzech, w tym „Mati” – nie przekonują…

Martin GALIA: – Hahaha! Spokojnie. Co do Mateusza, trudno jest nieraz poradzić sobie z ciężarem, że jesteś numerem jeden w bramce. Poza tym gramy trochę inaczej w obronie niż w zeszłym sezonie, wszystko musi się dotrzeć, wymaga czasu. W Piotrkowie każdy z tej trójki dołożył cegiełkę do wygranej (28:26). „Mati” dobrze zaczął, potem wszedł „młody” Paweł Kazimier i też poodbijał, podoba mi się chłopak. No a w decydującym momencie Sebastian Zapora obronił dwa karne. On jest nieprzewidywalny, ma swój styl, trudny dla przeciwnika. Fajnie, najważniejsze, że wygraliśmy.

 

Wywiad można przeczytać TUTAJ

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.