– Na pierwszym miejscu ratujemy siebie – obszerny wywiad z Bogdanem Kmiecikiem w katowickim Sporcie

Autor
Zaktualizowany: 6 kwietnia, 2020

W dzisiejszym wydaniu katowickiego Sportu pojawił się obszerny wywiad z prezesem NMC Górnika Zabrze oraz NMC Polska, Bogdanem Kmiecikiem. Publikujemy na naszych łamach obszerne fragmenty rozmowy, zapraszając do zakupu dziennika i zapoznaniu się z całością rozmowy.

Pracuje pan?
– Tak, jeżdżę do firmy, odpaliłem komputer, nie mogłem już wysiedzieć, ale wcześniej zrobiłem sobie dwutygodniową kwarantannę. Wróciłem z zagranicy, choć jeszcze przed zamknięciem granic. Córka tez, więc nie chcieliśmy nikogo narażać. Poza tym jestem w grupie większego ryzyka. Nie wiem czy od poniedziałku nie wrócę do pracy zdalnej…

To zapewne spory kłopot dla szefa tak dużej firmy jak NMC?
– Nie da się zarządzać wszystkim na telefon, muszę podejmować decyzje. A dzień w szlafroku, mówiąc potocznie, się rozłazi. A to śniadanie zrobić, a to wyjśc z psem na spacer, a to obiad ugotować… Zwłaszcza że my dotąd nie przynosiliśmy pracy do domu, nie rozmawialiśmy o tym. Brak bezpośredniego kontaktu z ludźmi – to jest teraz najgorsze i kłopotliwe, ale… Czas wymaga ostrożności, wielkiej higieny osobistej, zakładania maseczek, domowej kwarantanny, stosowania się do procedur i zasad.

Szwedzi inaczej – idą na zderzenie z koronawirusem.

– Okej, ale tam też ktoś będzie musiał w końcu wziąć za to odpowiedzialność. Zobaczymy, czy to dobra polityka. Brytyjczycy też na to szli, ale się szybko wycofali. Chińczycy zaspawali drzwi w bloku i koniec –  nie wyjdziesz. U nas oczywiście to niemożliwe, ale nie można stracić czujności. We Francji prezydent Macron użył w orędziu sześć razy słowo wojna. Ale to chyba nie ta droga, jak komunikować, bo ludzie się boją, mogą wpaść w panikę.

Pana firmy produkują?

Na razie tak, ale około 15 procent załogi jest już na zwolnieniach lekarskich bądź urlopach opiekuńczych z dziećmi. Niestety nie wiemy jak długo epidemia potrwa, ale wygląda na to, że niestety, dopiero nabiera „rumieńców”.  

Sport zamarł, superliga została przedwcześnie zakończona, drużyna nie trenuje. Rozmawia pan o obniżeniu zarobków z zawodnikami i sztabem?

Jeszcze nie jestem tak daleko, ale przypuszczam, że będzie to konieczne. Na razie napisałem do wszystkich wiadomość jak wygląda sytuacj globalnie i prosiłem, żeby dbali o siebie i rodziny. To są teraz priorytety. Musimy przetrwać, także żeby ratować klub. A kilku sponsorów już od nas odeszło. Muszą chronić swoje firmy, ja ich rozumiem i nie ma się co obrażać. Idą ciężkie czasy, musimy być solidarni.

Ile w budżecie NMC Górnika stanowiły środki od sponsorów „zewnętrznych”?
– Mniej więcej 30 procent. Zapowiedzieli, że jak już skończy się to całe choróbstwo, wrócą. Ale myślę, że to odległa przyszłość. W kraju i na świecie będzie gigantyczny problem gospodarczy, społeczny. Już to widzimy: w hotelarstwie, transporcie, gastronomii i wielu innych branżach. Na giełdzie akcje obuwniczego CCC kosztowały 300 złotych, teraz poleciały na łeb na szyję, można kupić za niecałe 30. Wycofują się z kolarstwa. Sport to rozrywka, w sytuacji kryzysy jest na końcu. Samorządy też będą miały inne priorytety, szpitale potrzebują pieniędzy, lekarze nie mają maseczek, rękawiczek…

Miasto Zabrze dokładało do klubu?

Nie była to wielka kwota, ale tak. W tym roku dostaliśmy połowę tego, na co się umawialiśmy, co z drugą połową, na razie nie pytałem. Jak ktoś jest zależny tylko od dotacji miasta, też może nie wytrzymać. Ile klubów przeżyje? Nawet jak ktoś ma pieniądze ze spółek skarbu państwa, nie wiadomo ile i czy w ogóle będzie je dalej miał. Nie wiem czy ktoś przejdzie przez to suchą stopą – może jeden czy dwa kluby. Czy ktoś zgromadzić oszczędności na kupce na „czas wojny”? Może jacyś piłkarscy giganci, jak Bayern czy PSG, ale reszta? Wątpię. Przeczytałem, że Lufthansa miała 7 miliardów euro nadwyżki,wystarczy jej na jakieś 13 tygodni zastoju. A co potem, skoro samoloty nie kursują?

Rozmawiał pan z prezesem piłkarzy nożnych, Dariuszem Czernikiem,  jak oni sobie radzą?

Znamy się oczywiście dobrze, Darek dla nas kiedyś pracował. Ale każdy ma swoje problemy, więc pewnie siedzi i rwie włosy z głowy. Meczów nie ma, kibiców też, telewizja nie zapłaci. Ale może rzeczywiście warto pogadać, choć słowem wesprzeć na duchu…

Jest tarcza antykryzysowa rządu, może pan skorzystać?

Muszę się temu przyjrzeć,na razie dotyczy chyba firm do 9 osób, a my zatrudniamy 400. Ale mam nadzieję, że będą jakieś rozwiązania – zwolnienia podatków, preferencyjne kredyty…

Rozumiem, że w obecnej sytuacji rozmowy o transferach ucichły. W kontekście Zabrza pojawiało się nazwisko Michała Jureckiego.

Zdążyliśmy załatwić Pawła Dudkowskiego z Zagłębia Lubin. Teraz musimy zobaczyć na czym stoimy. Co zrobią nasi sponsorzy?Co ja mogę obiecać? Miałem plany, ale sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Muszę je odłożyć na bok. Najpierw trzeba ratować siebie i rodzinę,w dalszej kolejności biznes, a dopiero potem jest sport.Jest pan pewien, że liga wróci już w sierpniu, we wrześniu? Bo ja nie jestem. 

Sportowcy też będą musieli zmniejszyć swoje oczekiwania.
– To jest dla mnie oczywiste. Może jeden czy drugi klub zapłaci dużo, ale generalnie pieniędzy więcej nikt nie będzie miał. Kryzys mocno zweryfikuje rynek, który był już lekko przegrzany. W ciągu miesiąca świat się zmienił. Najchętniej zostawiłbym drużynę w składzie jak jest, ale nie wiem czy będę w stanie.

Iso Sluijters chciał odejść i odejdzie?
– Miał propozycję z klubu z Ligi Mistrzów z Francji lub Hiszpanii. Ale czy wciąż ją ma po tym, co się stało – nie wiem. My jesteśmy drugą opcją, chętnie o niego powalczę, bo to superchłopak. Pytanie, za ile u nas jest w stanie zostać. 

Marek Daćko?

Nie mamy żadnej oferty.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.