Na Vive nie ma mocnych. Dobre 30 minut Górnika

Autor
Zaktualizowany: Styczeń 30, 2019

Środowe spotkanie NMC Górnika Zabrze z PGE Vive Kielce rozgrzewało kibiców i obserwatorów piłki ręcznej od kilku tygodniu. Raz: bo było to spotkanie na szczycie tabeli, pomiędzy pierwszym a drugim zespołem ligi. Dwa: bo po raz pierwszy w historii polskiego sportu mecz transmitowany był w technologii 4K gwarantującej najwyższą jakość transmisji. Trzy: bo Górnicy chcieli wreszcie udowodnić swoją wartość po odpadnięciu z Pucharu Polski. Mecz mógł się podobać, ale górą był jednak zabrzanin.

Zabrzanie rok rozpoczęli bardzo słabo: sparingi z dość przeciętnymi zespołami z Czech nie nastrajały optymistycznie, ale Trójkolorowi głównie skupiali się wtedy na budowie formy i kondycji. W Pucharze Polski jednak było równie nieciekawie. Najpierw zabrzanie w ostatnich minutach wyszarpali zwycięstwo z Zagłębiem Lubin, by w kolejnej rundzie po fatalnej końcówce ulec Enerdze MKSowi Kalisz 27:25.

Co gorsza, Trójkolorowi występowali w dalekiej od idealnej sytuacji kadrowej: brakowało kontuzjowanych Ignacego Bąka i Huberta Korneckiego, rozchorował się Aleksandr Tatarincew, a i inni zawodnicy również uskarżali się na infekcje. Do składu dołączył jedynie Wiktor Kubała zastępujący zawieszonego Patryka Glucha. Na parkiet wrócił też Łukasz Gogola, choć to dopiero drugi mecz w jakim wystąpił po kilkunastotygodniowym rozbracie ze szczypiorniakiem.
Ale również goście wyszli na boisko w sporym osłabieniu. Zakończone w weekend Mistrzostwa Świata wyeliminowały kilka gwiazd: pauzował Luka Cindrić czy Daniel Dujszebajew. Do końca rozstrzygano obecność na boisku Arstsioma Karaleka i Marko Mamica, a Alex Dujszebajew dostał wolne na odpoczynek po mistrzowskim turnieju.

Nim jednak rozpoczął się mecz, doszło do bardzo miłej sytuacji, w której nagrody miesiąca za listopad i grudzień trafiły do dwóch zawodników NMC Górnika, Mateusza Korneckiego i Ignacego Bąka. Pamiątkowe zegarki marki Balticus wręczył prezes firmy, Bartosz Knop.

Pierwsze podanie wykonał Stanisław Oślizło, legenda Górnika Zabrze i reprezentacji Polski w piłce nożnej. Mecz więc zapowiadał się na najwyższym poziomie.

I pierwsze minuty takie właśnie były. Dwa trafienia dla gości zaliczył Kulesz, a świetnie odpowiedzieli najpierw Rafał Gliński, a po chwili Iso Sluijters. Bardzo dobrze w bramce spisywał się Mateusz Kornecki, który zanotował dwie ważne obrony. Doskonale spisał się też Marek Daćko, autor dwóch trafień z rzędu. Dla Vive wciąż trafiał Kulesz, który do dziesiątej minuty był jedynym autorem bramek. Po chwili trafili znów Sluijters i Buszkow, dając solidne prowadzenie 6:4. Co więcej, po faulu przyjezdnych w ofensywie, przy piłce byli gospodarze. Niestety Szymon Sićko popełnił faul w ataku, a trener Dujszebajew poprosił o czas. Przez chwilę obie strony wpadły w impas strzelecki, ale po dwóch trafieniach Michała Jureckiego i jednym Kulesza, a także po zmarnowanym przez Tomczaka karnym tablica wskazywała remis 7:7. Szczęśliwie znów pomiędzy obrońców wepchnął się Buszkow, przywracając przewagę zabrzan.

Po chwili białoruski skrzydłowy rzucił przez całe boisko, a szybkie wznowienie i rzut do pustej bramki dodał Daćko (10:8). Rywale jednak bardzo szybko odpowiedzieli. Po trafieniach Janca i kontrze Jachlewskiego znów był remis, tym razem po 10 trafień. Przewagę odbudował najpierw Sluijters z karnego, a po chwili Bartek Tomczak. Odpowiedział Jachlewski z kontry, ale chwilę później między obrońców wbił też się świetnie Rafał Gliński i tablica wskazywała już 13:11. Goście zdołali jednak znówy wyrównać i przez kolejne minuty mecz nieco zwolnił. Najjaśniejszą gwiazdą tych minut był Martin Galia, który zaliczył wyjątkowe trzy obrony z rzędu! W końcu sforsował go Bis, ale wcześniej trafił po raz kolejny Sluijters, dzięki czemu pierwsza połowa zakończyła się 14:14.

Kielczanie drugą połowę rozpoczęli od dwóch szybkich trafień. W 33 minucie odpowiedział Gromyko. Vive jednak nie odpuszczało. Trafili trzy razy z rzędu (w tym dwukrotnie Lijewski), co dało przewagę 19:15 na gości. W obliczu słabiej dysponowanego Szymona Sićki, trener postanowił wprowadzić na boisko niedawnego rekonwalescenta, Łukasza Gogolę. Ten z kibicami przywitał się pięknym trafieniem. A po chwili zameldował się w protokole także Wiktor Kubała, który świetnie, mimo twardej obrony rywali, wykorzystał kontrę i zmniejszył przewagę gości do dwóch bramek. Kielczanie szybko jednak wykorzystali, że zabrzanie grają z pustą bramką na korzyść dwóch kołowych i po przechwycie dwa razy do bramki z połowy boiska trafił Mateusz Jachlewski.

Po chwili trafił ponownie, już pozycji i Vive miało pięć bramek przewagi na swoim koncie, 22:17. Doskonałe zawody rozgrywał Vladimir Cupara, który bezlitośnie odbijał próby Jana Czuwary, Bartka Tomczaka czy Rafała Glińskiego. Zabrzanie nie trafiali do bramki już od 10 minut, gdy wreszcie wydawało się, że są blisko. W ostatniej chwili piłkę przejął jednak Moryto i rzucił przez całe boisko na 17:25. Trener Trtik widząc niemoc linii rozegrania, wprowadził kolejną innowację: wycofał jednego z nich, a wprowadził drugiego kołowego. Dzięki temu zaczął trafiać między innymi Marek Daćko. Pierwszy raz, co prawda z karnego, ale po chwili jednak obrotowy dołożył kolejne trafienie z pozycji, już na 19:26. Na siedem minut przed końcem zaliczył szóste już trafienie w tym meczu, jakby przypominając sobie swój najlepszy sezon sprzed dwóch lat. Świetnie wchodził między obrońców, wykorzystując każdą możliwą lukę, korzystał z kolejnych okazji do oddania rzutu. Wciąż jednak tego było za mało, a Vive utrzymywało solidną zaliczkę siedmiu-ośmiu trafień. Przed szansą na zmniejsze porażki stanął jeszcze Jurij Gromyko, ale ostatecznie mecz zakończył się przegraną zabrzan 24:32.

NMC Górnik Zabrze – PGE VIVE Kielce 24:32 (14:14)
NMC Górnik: Kornecki (4/19 – 21 proc.), Galia (6/20 – 30 proc.) – Tomczak 2, Czuwara, Gogola 1, Adamuszek, Sićko, Gliński 2, Sluijters 7, Buszkow 4, Kubała 1, Gromyko 1, Daćko 6, Pawelec
Karne: 2/3
Kary: 6 min. (Sluijters, Czuwara, Pawelec)
VIVE: Cupara (6/17 – 35 proc.), Ivić (6/17 – 35 proc.) – Jachlewski 8, Jurecki 2, Kulesz 9, Jurkiewicz 1, Lijewski 3, Janc 4, Moryto, Bis 2, Mamić 1, Moryto 2
Karne: 1/1
Kary: 8 min. (Jurecki, Kulesz, Lijewski, Jurkiewicz)

1 Komentarz

  1. Adam

    31 stycznia 2019 at 13:45

    Lipa, lipa. Po pierwszej połowie wydawało się, ze coś z tego będzie. A później już katastrofa.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.