O włos od sensacji. Górnik wygrywa w ostatnim kwadransie!

Autor
Zaktualizowany: Listopad 20, 2019

Choć Stal Mielec to zespół plasujący się na samym dole tabeli, Trójkolorowi nie mogli dopuścić do choć chwilowego przestoju i straty koncentracji w walce o czołowe miejsca w lidze. Dlatego mobilizacja w zespole była widoczna już na rozgrzewce poprzedzającej spotkanie.

Co ciekawe, zabrzanie rozpoczęli mecz z Rafałem Glińskim w wyjściowej siódemce, który wraca dopiero do regularnej gry po okresie kontuzji. Glina szybko jednak pokazał ile wciąż jest wart, wypracowując pozycję dla Szymona Sićki, który otworzył wynik spotkania. Z bardzo dobrej strony pokazywał się golkiper gości, Goran Andelić, który na samym początku spotkania zaprezentował kilka parad, więc gospodarze wciąż nie potrafili odskoczyć mielczanom. W pierwszych 10 minutach wciąż utrzymywał się więc wynik remisowy, a błędy zabrzan w ataku dawały Stali kolejne okazje do kontr. Te dały gościom minimalne prowadzenie 6:5. Kiedy przewagę powiększył Bartosz Wojdak, trener Marcin Lijewski natychmiast poprosił o czas i zdyscyplinował swoich podopiecznych. Choć z lekkim opóźnieniem, instrukcje przyniosły skutek i po trafieniach Sićki i Bondziora, znów był remis po 7. Co z tego, skoro goście po chwili znów zdobyli dwie szybkie bramki i prowadzili tak wysoko, jak przed chwilą. Tę stratę znów udało się wyrównać. Wpierw przez całe boisko trafił Galia, a po chwili znów wyrównał Bondzior praktycznie z zerowego kąta! Wreszcie kontra Bartka Tomczaka dała zabrzanom pierwszą przewagę od dawna. To musiał być impuls do wytężonej pracy dalej. Mielczanie byli bardzo aktywni w obronie i świetnie odczytywali intencje zabrzan. Dlatego gospodarze wciąż nie potrafili się urwać, choć na przerwę schodzili z minimalnym prowadzeniem 15:14. 

Wydawało się, że instrukcje w szatni mogą przynieść odmianę w grze Górnika. Na pewno Martin Galia wrócił na swój poziom i zaczął wyłapywać kolejne próby rzutów Czeczeńców, ale jego koledzy z pola wciąż nie potrafili przekuć jego interwencji na bramki.   Trójkolorowi zaczęli dość mocno rotować linią defensywną, oszczędzając siły na kluczowy, jak się zdawało, ostatni kwadrans spotkania. Stal wciąż jednak nabierała wiatru w żagle i dociskała Trójkolorowych. Wreszcie zabrzanie zaczęli wracać na właściwe tory i po dwóch trafieniach z rzędu Szymona Sićki, tablica wskazuwała wynik 22:19. Kolejne dwa trafienia dał Buszkow i Bis, co dawało już pięć bramek przewagi na dziesięć minut przed końcem. Optymizm wracał  do zabrzańskiej hali. Podstawą było utrzymać bezpieczną przewagę. Stąd też Trójkolorowi nie ryzykowali niepewnych kontr, a woleli spokojnie budować atak pozycyjny. Rywale byli wyraźnie zmęczeni. Nie byli w stanie wykorzystać nawet podwójnej okazji w kontrze, gdy piłka po odbiciu od bramki wracała do ich rąk i mieli przed sobą tylko bramkarza gospodarzy. Zabrzanie spokojnie rozbudowywali przewagę i ostatecznie wygrali 30:22.

NMC Górnik Zabrze – Stal Mielec 30:22 (15:14)

NMC Górnik: Galia 1 – Bondzior 4, Daćko 3, Bis 1, Tomczak 3, Sićko 5, Łyżwa 4, Sluijters 2, Czuwara 2, Pawelec, Buszkow 1, Tatarincew, Gliński 1, Kondratiuk 3. Trener: Marcin Lijewski

Kary: 8 minut (Bis 2, Łyżwa, Sićko) 

Stal: Andelić, Wiśniewski  – Wilk 4, Krępa 2, Kornecki 4, Grzegorek 1, Jędrzejewski, Valuntsau 5, Chodara, Olszewski, Wojdak 6, Kozioł, Krupa. Trener: Dawid Nilsson

Kary:  6 minut (Grzegorek, Kornecki, Olszewski)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.