Piłka ręczna – gra prawdziwych mężczyzn.

Autor
Zaktualizowany: 3 grudnia, 2015

Adrian Hibner: Proszę w kilku słowach opowiedzieć o końcu swojej kariery sportowej.

Darek Mogielnicki: Koniec mojej kariery to sezon 2013/2014, mecz z Głogowem, spóźnienie w obronie i padam razem z Płócienniczakiem na parkiet. W wyniku tego upadku uszkodziłem kolano, przechodziłem kolejne operacje i rehabilitacje.

W związku z pracą zawodową nie byłem już w stanie trenować dwa razy dziennie, a co za tym idzie traciłem sportowy kontakt z zespołem. W końcu, po kolejnej operacji kolano wróciło do pełnej sprawności. Jednak nie ma co ukrywać, że brak treningu spowodował duże obniżenie poziomu mojej gry. Mając na uwadze swoje zdrowie i pracę zawodową podjąłem decyzję o zakończeniu kariery. Problem godzenia pracy zawodowej z karierą sportową był dla mnie nieszczęściem ale spory skok poziomu sportowego ligi w ostatnich latach wymaga całkowitego poświęcenia się treningom.

A.H.: Jednak Pana przygoda z Górnikiem nie skończyła się.

D.M.: Klub widział w mojej osobie kogoś, kto może wesprzeć działania organizacyjne. Okazało się, że mogę pomóc zarówno przy organizacji spotkań, jak i przy pozyskiwaniu sponsorów. Wspólnie podjęliśmy więc decyzję, że kończę karierę i dostaję możliwość pracy w klubie. Na brak pracy w klubie nie mogę narzekać.

A.H.: Brakuje grania?

D.M.: Na pewno brakuje tego grania, więc każdą wolną chwilę staram się spędzać na hali. Raz w tygodniu trenuję, gram w drużynie oldbojów. W tym sezonie braliśmy udział w dwóch turniejach – jeden wygraliśmy, a w drugim zajęliśmy czwarte miejsce. Ale śmiało można powiedzieć, że to wszystko jest tylko zabawą w piłkę. Tak więc nadal mam kontakt
z handballem, ale w wydaniu dla starszych. Z pewnością w moim przypadku słowo oldboj brzmi nieco dziwnie, ale niestety takie jest życie.

A.H.: Poprzez swą pracę ma Pan bliski kontakt z drużyną, jak Pan ocenia atmosferę
w zespole?

D.M.: Każdemu z chłopaków siedzą w głowie te stracone punkty, czy na Opolu, czy
z Kwidzynem. W kilku meczach zabrakło przysłowiowej „kropki nad i”, co spowodowało że zamiast powiedzmy trzynastu punktów mamy dziewięć. Pierwsza runda była nie udana dla drużyny, jednak pamiętajmy o sezonie sprzed dwóch lat. Wówczas również źle wypadła pierwsza część sezonu, jednak później nastąpiło kilka meczów bez porażki. Pamiętajmy więc, że jeszcze wiele meczów przed nami i wszystko może się odmienić. Na pewno należy poprawić grę w obronie, to ta formacja szwankuje obecnie najbardziej. Kiedyś mówiono, że w Zabrzu jest dobra obrona, ale ciężko rzuca się drużynie bramki. Obecnie jest odwrotnie. Przed zawodnikami z obrony jest sporo pracy, a w każdym meczu nie mają łatwo. Fajnie jest rzucać bramki, ale później trzeba się skutecznie bronić. Wierzę, że chłopaki nie będą odpuszczać i powalczą o te punkty. Piłka ręczna jest grą prawdziwych mężczyzn i walka tam trwa do ostatnich minut. Zawodnicy walczą z przeciwnikiem, ale często również z samym sobą.

A.H.: Ma Pan w tej chwili okazję oglądać mecze Górnika jako kibic. Jak Pan ocenia atmosferę na trybunach?

D.M.: Kibiców zabrzańskiej drużyny można podzielić obecnie na dwie grupy – jedna, około trzydziestoosobowa, pod rządami Marcina, żywiołowo dopingująca zespół oraz druga grupa spokojniej oglądająca mecze. Fajnie by było, żeby grupa dopingująca była większa, aby ten doping trwał od początku meczu do ostatniej syreny. Kibice muszą pamiętać, że zawodnicy szczególnie potrzebują ich w ciężkich momentach meczu. Po nieudanym zagraniu dodanie otuchy przez kibiców mobilizuje zawodnika do dalszej walki. Piłka ręczna jest na tyle szybką grą, że nie warto rozpamiętywać ostatniej akcji. Marzy mi się, aby drużyny przyjezdne mówiły, że w Zabrzu jest taki doping, iż nie słychać własnych myśli.

Wiadomo, że trudno w Zabrzu piłce ręcznej konkurować z nożną. Nie ma co ukrywać, że mecze na Roosevelta 81 mają większy doping, ale wierzę, że u nas nie będzie gorzej. Czasem trudno jest pogodzić terminy meczów obu zabrzańskich drużyn, ale jest to podyktowane prawami telewizyjnymi.

A.H.: Może po udanym starcie w styczniowych Mistrzostwach Europy, wzorem innych dyscyplin, piłka ręczna cieszyć się będzie większym zainteresowaniem kibiców.

D.M.: Tak naprawdę na to liczy cała handballowa Polska, a w szczególności Związek Piłki Ręcznej w Polsce. W Polsce na tle innych krajów mamy bardzo mało zarejestrowanych zawodników i zawodniczek grających w piłkę ręczną. Dużą rolę bez wątpienia w promowaniu tej dyscypliny odgrywają nauczyciele wychowania fizycznego. Jeżeli na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjum będą prowadzone zajęcia z podstaw piłki ręcznej, to większa jest szansa na zainteresowanie tą grą młodzieży. Drugim aspektem pomocnym przy promocji piłki ręcznej jest telewizja, w której musi się często pokazywać mecze. Połączenie tych dwóch czynników może zbliżyć do piłki ręcznej większą rzeszę zarówno zawodników, jak i kibiców.

Chciałbym w tym miejscu nadmienić, ze klub otwarty jest na wszelkie formy współpracy
z młodzieżą. Jeżeli zgłosi się do nas jakaś szkoła, to zawodnicy chętnie poprowadzą lekcję pokazową. Kontakt z Jurasikiem, Niedośpiałem, czy z Tomczakiem będzie na pewno przeżyciem dla młodych adeptów szczypiorniaka.

A.H.: Skoro wywołał już Pan do tablicy młodzież, to jak by Pan ich zachęcił do uprawiania tej dyscypliny?

D.M.: Piłka ręczna ukształtowała mój charakter, tak naprawdę ukierunkowała mnie na takiego człowieka, jakim obecnie jestem. Mogę o sobie powiedzieć, że jestem ambitny, nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, mogę stawić czoła wszelkim przeciwnościom losu, jestem samodzielny, sumienny. Właśnie wiele tych moich cech charakteru wykształciły treningi piłki ręcznej. Nauczyłem się konsekwentnie dążyć do celu. Zaczynałem karierę w drużynie jako rezerwowy, systematycznie zacząłem być zmiennikiem, aż w końcu wszedłem do podstawowego składu. Na początku byłem zmiennikiem w kole nie byle kogo, tylko Wojtka Piątka. Musiałem więc systematycznie trenować i ustawiać swoje cele tak, aby być stale lepszym. Młodzi zawodnicy muszą pamiętać, że do wymarzonej pozycji dochodzi się ciężkim treningiem i często wymaga to sporo wyrzeczeń. Wdarcie się na sam sportowy szczyt jest najlepszą nagrodą za ten wysiłek.

Kariera sportowa pomogła mi również w życiu zawodowym, gdzie często podobnie krok po kroku trzeba dochodzić do pewnych funkcji.

A.H.: Na zakończenie proszę zachęcić kibiców do oglądania meczów na żywo.

D.M.: Mecz piłki ręcznej to naprawdę widowisko sportowe, w pełnym tego słowa znaczeniu. Gwarantuje wiele emocji, częstej zmiany wyniku, dużo bramek, dużo walki i wylanego potu. Męska piłka ręczna jest sportem często brutalnym, ale niezwykle pięknym. Brutalność nie jest perfidna, ale wynika z walki na boisku. Pamiętać należy, że nie jest to tylko sport siłowy, ale przede wszystkim techniczny. Podczas meczu można często oglądać piękne akcje i jeszcze piękniejsze bramki oraz parady bramkarzy. Piłkę ręczną lepiej ogląda się na hali, a do tego atmosfera na trybunach pozawala jeszcze dobitniej przeżywać te widowisko.

Zachęcam więc wszystkich kibiców do zasiadania na trybunach hali przy ulicy Wolności.

A.H.: Dziękuję za rozmowę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.