Podsumowanie roku 2018: marzec i kwiecień

Autor
Zaktualizowany: Grudzień 28, 2018

Tradycyjnie pod koniec roku zapraszamy do podsumowania roku 2018. Tym razem podzieliliśmy je na sześć odcinków, każdy po dwa miesiące. Będziemy opowiadali o najważniejszych wydarzeniach w NMC Górniku Zabrze, o tych szczęśliwych, ale i smutnych.

Po bardzo dobrej drugiej połowie lutego zabrzanie wygrali się do Lubina na mecz z Zagłębiem. Przewidywani byli w roli faworytów, ale zaskakująca niemoc w ataku dała Miedziowym prowadzenie do przerwy aż 17:11. Trójkolorowi próbowali wziąć odwet w drugiej odsłonie starcia, zaczęli grać szybciej, zwłaszcza z drugiej linii. Zagłębie jednak wyjątkowo mocno grało w obronie, nie dając zabrzanom rozwinąć skrzydeł. Ostatecznie zabrzanie zaskakująco przegrali 28:24.

Zabrzanom po przegranej w Lubinie przyświecał tylko jeden cel: zwyciężyć z Legionowem i zatrzeć złe wrażenie. Po pierwszej połowie wydawało się, że już można postawić krzyżyk na gościach. W drugiej jednak w szeregi NMC Górnika Zabrze wkradł się chaos i momentami pachniało sensacją. Ostatecznie jednak zabrzanie wygrali 27:20.

Po kilku dniach Trójkolorowi pojechali do Kalisza na mecz z rewelacją ligi, tamtejszym MKSem. Emocjonująco było do 45. minuty, ostatecznie jednak punkty na swoim koncie zapisali goście, wygrywając 32:24 (17:14).

W międzyczasie zabrzanie mieli do rozegrania 1/8 Pucharu Polski przeciw Piotrkowianinowi. Oba zespoły wyraźnie odczuwały jeszcze sobotnie spotkania ligowe, ale mimo tego spotkanie dostarczyło sporo emocji. Górą był jednak Górnik (29:23).

Tydzień później zabrzanie poznali rywala w 1/4 finału Pucharu Polski. Był to murowany faworyt, Orlen Wisła Płock. Mecz na długo zapadnie w pamięć kibiców. Po rewelacyjnym spotkaniu, mimo osłabień (kontuzje Adamuszka i Glińskiego), zabrzanie wyeliminowali płocczan, wygrywając 33:30 (15:17). To był mecz, po którym pracę stracił trener Orlenu, Piotr Przybecki, a na jednego z ciekawszych zawodników ligi zaczął wyrastać Łukasz Gogola, autor aż siedmiu trafień i nominalny rozgrywający w tym spotkaniu.

Ta wygrana dała Trójkolorowym sporą pewność siebie. Być może nawet nieco zbyt silną, bo w kolejnym starciu Trójkolorowi podejmowali Meble Wójcik Elbląg. Mecz był nerwowy, bardzo wyrównany, a goście z północy zdołali nawet wygrać pierwszą połowę 13:12. Zabrzanie do pracy wzięli się w drugiej odsłonie, po której tablica zegarowa wskazywała 31:28 dla zabrzan.

W międzyczasie do kadry Polski powołanych zostało aż pięciu zawodników, w tym Marek Daćko, Ignacy Bąk, Mateusz Kornecki, Jan Czuwara i Łukasz Gogola. To dodało Trójkolorowym skrzydeł, którzy w następnym starciu aż 14 trafieniami pokonali Spójnię Gdynia (34:20).  Po krótkiej, świątecznej przerwie, NMC Górnik Zabrze oficjalnie zaprezentował klubową maskotkę: Czupurka. A później rozprawił się z kolejnym trójmiejskim rywalem, Wybrzeżem Gdańsk (26:21). Fantastyczna postawa Martina Galii nie uszła też uwadze kibicom reprezentacji, którzy w katowickim Spodku mieli wyjątkową możliwość zobaczyć mecz Polski z Czechami, w którym pojawiło się w sumie aż czterech reprezentantów Górnika.

Zabrzanie zaczęli się przygotowywać na kolejne spotkanie z Orlen Wisłą Płock, tym razem w ramach rozgrywek ligowych, już pod wodzą nowego szkoleniowca. W międzyczasie jednak musieli zagrać mecz półfinału Pucharu Polski, przeciwko Vive Kielce. To był zimny prysznic, wszak mecz skończył się wynikiem 46:28 dla kielczan. Czekał zabrzan jeszcze rewanż, ale zaliczka 18 bramek wydawała się całkowicie podcinać skrzydła. Co gorsza, zabrzanie ulegli też Płockowi w lidze, aż 21:27 (9:14). Decydująca była fatalna pierwsza połowa, w której zawodziła przede wszystkim skuteczność i dokładność.

To było ostatnie spotkanie rundy zasadniczej PGNiG Superligi. Zabrzanom pozostało rozegrać jeszcze pucharowy rewanż, w którym ponownie ulegli późniejszemu triumfatorowi rozgrywek, PGE Vive Kielce 29:35, choć do przerwy prowadzili aż 18:14.

Kwiecień kończył się dramatycznie i na długo zapadnie w pamięć kibiców. Po dwóch wygranych nad zespołem z Opola w rozgrywkach, etap ćwierćfinałów znów złączył ze sobą obie drużyny. Trójkolorowi pojechali na mecz z Gwardią w osłabieniu. Brakowało kontuzjowanego Martina Galii i najskuteczniejszego strzelca, Bartłomieja Tomczaka. Co gorsza, jeszcze w pierwszej połowie urazu stopy doznał drugi podstawowy bramkarz, Mateusz Kornecki.

To zadecydowało o przegranej aż 24:28. Mecz o wszystko miał odbyć się tydzień później w Zabrzu…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.