Podsumowanie roku 2018: wrzesień i październik

Autor
Zaktualizowany: Styczeń 3, 2019

Tradycyjnie pod koniec roku zapraszamy do podsumowania roku 2018. Tym razem podzieliliśmy je na sześć odcinków, każdy po dwa miesiące. Będziemy opowiadali o najważniejszych wydarzeniach w NMC Górniku Zabrze, o tych szczęśliwych, ale i smutnych.

Wrzesień rozpoczął się od spotkania z Arką Gdynia, która ledwie kilka dni wcześniej ogłosiła oficjalnie zmianę nazwy (ze Spójnia Gdynia) i włączenie się w budowanie silnego projektu jednej, wielkiej Arki. Zespół z Trójmiasta nie okazał się jednak aż tak silny, jak zapowiadano. Mimo wzmocnień gości, zabrzanie wygrali aż czternastoma bramkami, 38:24. Najskuteczniejszymi strzelcami okazali się tradycyjnie Bartłomiej Tomczak i Jan Czuwara, ale także do tej pory głównie defensorzy: Michał Adamuszek oraz Iso Sluijters.

Dzień później w Hali Pogoni odbyła się wyjątkowa handballowa uroczystość, Sześćdziesiątka Małego. To świetne spotkanie i mecz pokazowy, na którym zjawiły się legendy Pogoni Zabrze. Wszyscy, by wspólnie świętować 60. urodziny Marka Kąpy: znakomitego zawodnika i wieloletniego trenera piłki ręcznej.

Podniosła atmosfera ustąpiła jednak w obliczu przegranej w wyjazdowym meczu przeciwko PGE Vive Kielcom. Zabrzanom zabrakło pazurów i choć przegrali “tylko” dziewiecioma bramkami (32:23, zdarzały się i kilkunastobramkowe porażki innych zespołów), entuzjazm nieco przygasł.

Zawodnicy z  Zabrza jednak dodatkowo się zmobilizowali. Najpierw pokonali Sandrę Spa Pogoń Szczecin 32:26, potem po dramatycznym meczu w trudnym miejscu, Piotrkowianina 26:28, a na koniec września wręcz zmiażdżyli MMTS Kwidzyn 30:21.

Październik rozpoczął się od kolejnego wyjątkowego spotkania, z Orlenem Wisłą Płock, na wyjeździe. Trójkolorowi pojechali na Mazowsze zdecydowanie nie w roli faworyta. Zaskoczyli jednak gospodarzy konsekwentną grą siedmioma zawodnikami w ataku i do przerwy prowadzili 10:13. Przewagę udało się utrzymywać praktycznie do końca, kiedy sędziowie zaczęli raz za razem wykluczać zabrzan. To ułatwiło Wiśle pogoń, udało im się zremisować. Szczęście jednak sprzyjało Trójkolorowym i wynik meczu 26:25 ustalił Rafał Gliński, udowadniając, że wygrana  z wiosny w Pucharze Polski nie była przypadkiem. Największa w tym wyniku zasługa była jednak po stronie Mateusza Korneckiego, który wpadł w bramkarski trans i odbijał kolejne próby rzutowe gospodarzy.

Jedenaście dni później przed zabrzanami stanął kolejny niewygodny rywal, Azoty-Puławy. Zdawało się, że nawet trudniejszy, bo rozpędzony i dodatkowo zmotywowany poprzednim zwycięstwem Trójkolorowych. Na korzyść zabrzan przemawiała jednak lokalizacja meczu – wypełniona świetnymi kibicami Hala Pogoń. I tym samym po doskonałym meczu zabrzanie wygrali 28:25.  Te dwie wygrane dały zabrzanom spore bezpieczeństwo w tabeli, a przede wszystkimi umocnienie na drugiej pozycji w zbiorczej tabeli.

Zaraz po meczu na świat przyszła Róża, druga córka Bartłomieja Tomczaka, kapitana NMC Górnika Zabrze. To była radosna nowina dla całego środowiska Górnika, które z nadzieją wyruszyło do Kalisza na spotkanie z tamtejszym Energą MKSem. I tu nastąpił dramatyczny przełom. Zabrzanie zaskakująco słabo weszli w mecz i już po kilkunastu minutach przegrywali siedmioma trafieniami! Zaczęli jednak gonić wynik i po 30 minutach tablica wskazywała 16:11 dla gospodarzy. W drugą odsłonę gry weszli jeszcze bardziej zmotywowani, doprowadzając ostatecznie do remisu 26:26. Byli o włos od wygranej, ale na drodze stanęły kontrowersyjne wykluczenia sędziowskie. O wyniku ostatecznie decydować miały rzuty karne. W bramce stanął Martin Galia, dla którego było to pierwsze spotkanie po półrocznej przerwie. Ta decyzja okazała się nad wyraz dobra, bo Galicz odbił dwie próby gospodarzy, dzięki czemu zabrzanie wygrali 4:2 i zaliczyli na swoim koncie dwa punkty.

Październik zakończył się przerwą reprezentacyjną. Dla Polaków wyjątkowo smutną, wszak kadra przegrała mecz eliminacyjny z… Izraelem. W spotkaniu nie uczestniczył jednak Mateusz Kornecki, którego Piotr Przybecki zostawił w Polsce.

Dwukrotnie przegrali również zawodnicy kadry B, w dwumeczu z odpowiednikiem reprezentacji Czech. Dwaj zabrzanie, Łukasz Gogola i Szymon Sićko, zanotowali jednak trafienia.  Przegrała również reprezentacja Holandii z Iso Sluijtersem w składzie. Ulegli Estończykom 29:25. Jedynym zawodnikiem, który wrócił z tarczą, był Martin Galia, pokonujący Bośnię i Hercegowinę 25:20.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.