– Rehabilitacja była zwariowana – mówi Michał Adamuszek, rozgrywający NMC Górnika Zabrze

Autor
Zaktualizowany: 24 lipca, 2020

Jednym z najbardziej wyczekiwanych powrotów do NMC Górnika Zabrze był Michał Adamuszek. Ostatni sezon mógł zaliczyć do straconych, bo jeszcze we wrześniu doznał skomplikowanego urazu barku, który wykluczył go – jak ostatecznie okazało się – z udziału w całych rozgrywkach. Ostatnio jednak dostał zielone światło od medyków i może wrócić na boisko.

Wyjątkowo go to cieszy, bo… – Rehabilitacja była zwariowana – mówi “Mysza”. – Wszystko szło zgodnie z planem, miałem już zezwolenie na rozpoczęcie wstępnych treningów. Ale wtedy wybuchła pandemia i zamknięto hale, boiska, siłownie. Nie mogłem samodzielnie pewnych ćwiczeń wykonywać, bo konieczny był  nadzór ludzi mądrzejszych ode mnie w tej materii, aby nie pogorszyć stanu ręki. Czekałem więc z utęsknieniem na powrót do rehabilitacji. Ostatnio jednak przeszedłem testy, które dały mi zielone światło do wznowienia treningów. Siła została zrównana z lewą ręką. Oczywiście trzeba jeszcze trochę ją podbudować, ale mogę już spokojnie trenować.

Nie było jednak wiadomo czy Adamuszek będzie miał możliwość reprezentowania barw Górnika w tym sezonie, wszak w czerwcu kończył się jego kontrakt. Szczęśliwie doszedł jednak do porozumienia z  zarządem i przez kolejny sezon będzie przywdziewał trójkolorowy trykot. – W trakcie rozmów nie martwiłem się o swoje zdrowie, bo wiedziałem, że ciężko pracowałem na rehabilitacji i moja ręka prędzej czy później wróci do pełnej sprawności – mówi zawodnik. – Na pewno o wiele szybciej będę mógł grać w obronie niż rzucać z nie wiadomo jaką mocą. Ta ręka musi się teraz zaadaptować, bo minęło kilka ładnych miesięcy. Z tygodnia na tydzień będzie coraz lepiej.

Jaka będzie jednak jego rola w zespole, po odejściu Szymona Sićki i Aleksa Tatarincewa? – Wszystko zweryfikuje boisko. Dostałem jednak sygnały, że jestem przewidziany głównie do zadań defensywnych. Ale jeśli będzie potrzeba, to oczywiście chętnie  pójdę choć na 5-10 minut do przodu  – mówi. Wcześniej jednak czeka go skromna ceremonia medalowa, w której również otrzyma brązowy krążek. – Jestem zadowolony z wyniku sezonu, pracowaliśmy na to cały rok. Byliśmy na tyle mocni, że nie obawialiśmy się play-offów tak, jak we wcześniejszych latach – wspomina. – Wyszło jednak jak wyszło. Mam nadzieję, że będziemy mogli jeszcze powalczyć o co najmniej powtórkę wyniku. Zwłaszcza w nowym, sprawiedliwszym systemie rozgrywek. 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.