Sportowe Fakty: „Sportowcy mają piękne życia” – mówi Iso Sluijters

Autor
Zaktualizowany: Wrzesień 14, 2018

To historia handballowego globtrotera. – My, sportowcy, mamy piękne życia. Musimy to doceniać – mówi Iso Sluijters. Holender w trakcie swojej kariery występował aż w 8 klubach. W 5 państwach. W NMC Górniku Zabrze rozpoczął właśnie trzeci sezon.

Maciej Szarek, WP SportoweFakty: Podróżowanie jest pana hobby?

Iso Sluijters, rozgrywający NMC Górnika Zabrze: Mam wiele małych pasji. W wolnym czasie bardzo często gram na playstation, ale lubię też rysować. Podróżowanie? Też.

Przypomnijmy: wyjechał pan z Holandii występując w brawach Pals Groep/E&O skąd trafił do Hiszpanii, do BM Alcobendas, by dalej grać w niemieckim HC Erlangen i znów wrócić na Półwysep Iberyjski – do SDC San Antonio. Stamtąd do ojczyzny, do Limburg Lions, i podróż do Skandynawii, do norweskiego Elverum Håndball. Zanim wylądował pan wreszcie w Zabrzu, była jeszcze kolejna próba w 2. Bundeslidze, tym razem z TV Emsdetten. Dużo tego.

(śmiech) Wiem. W Hiszpanii miałem dwuletni kontrakt, ale po półtora roku klub przestał płacić, nie miał już pieniędzy, więc musiałem odejść. Trafiłem do Niemiec na pół roku. Nic tam jednak nie grałem, chciałem odejść, trafiła się oferta z Hiszpanii, więc wróciłem. Znów kontrakt na dwa lata i znów klub zbankrutował po pierwszym sezonie. Musiałem po raz kolejny czegoś szukać. Przystanek w kraju i znalazłem Elverum. Piłka ręczna była tam na bardzo wysokim poziomie, trenerem był znakomity Christian Berge, ale nie podobało mi się tamtejsze życie. To była malutka wioska, nie było tam kompletnie nic do roboty. Nuda, tylko klub. Do tego zima była bardzo długa. Do czegoś takiego nie byłem przyzwyczajony po latach w Hiszpanii. Tam jest zawsze ciepło, ludzie są bardzo otwarci, wychodzi się na kawę do centrum. To zupełnie inne życie, więc pobyt w Norwegii pod względem kulturalnym był wręcz nieco przygnębiający.

W takim tempie dobije pan do 15 klubów w karierze?

Nie taki jest mój cel! Teraz mam jeszcze dwa lata kontraktu w Zabrzu. Chcę spędzić tu całe cztery lata. Co dalej? Zobaczymy. Za każdym razem coś się wydarza, to nie tak, że nudzę się w jednym miejscu. W Hiszpanii bankructwa klubów, w Niemczech kontuzje, ale też problemy natury finansowej, bo złożyli mi bardzo słabą ofertę, więc powiedziałem, że nie ma opcji, bym grał za taką sumę. Trudno byłoby się za to nawet utrzymać. W Norwegii za to życie, a właściwie jego brak, poza piłką ręczną. Tym bardziej się cieszę, że odnalazłem się w Polsce. Katowice są bardzo fajnym miastem. Razem z moją dziewczyną jesteśmy tu szczęśliwi. Znalazła tu dobrą pracę. A to też jest bardzo ważne dla sportowca. Jeśli nie mam stresów poza sportem, wszystko się układa, widać to na boisku.

Podróże kształcą?

Tak, właśnie poprzez poznawanie kultury. Byłem w Hiszpanii, w Niemczech, w Norwegii i w Polsce przez dłuższy czas, i mogłem naprawdę poznać życie w tych krajach. Za każdym razem jest to coś zupełnie innego, bo ludzie są kompletnie odmienni.

Kiedy wyjechałem do Hiszpanii mając 19 lat, musiałem dojrzeć bardzo szybko. Byłem sam, daleko od rodziny i przyjaciół, więc musiałem się nauczyć, jak to jest obcować z nowymi ludźmi, poznawać ich język w praktyce, odnaleźć się w zupełnie innej kulturze. Dzięki temu teraz te rzeczy przychodzą mi bardzo łatwo, czuję się swobodnie w nowych miejscach, nie jestem zestresowany życiem. Po tych wszystkich doświadczeniach po prostu idę dalej, wyczekując tego, co przyniesie los.
Prawie nigdy nie mówię o transferach. Hiszpania i Niemcy – to są moje wymarzone kierunki, ale trzeba mieć stamtąd oferty. Zawsze, gdy zmieniam klub, biorę pod uwagę wiele czynników i szukam najlepszej opcji dla mojej kariery, ale też do życia.

Mówi pan, że życie w każdym kraju jest inne. Piłka ręczna też?

Tak. Na przykład w Hiszpanii intensywność treningu jest ogromna, nie da się tego zapomnieć. Prowadził mnie trener Rafel Guijosa, który nauczył mnie bardzo dużo. W pół roku poczułem jakbym zrobił postęp z poziomu 0 do 10. Sam styl gry był tam dużo bardziej fizyczny od tego, do czego byłem przyzwyczajony u siebie. No i musiałem zacząć inaczej grać i inaczej się przygotowywać. Zaprzyjaźniłem się z siłownią, w Holandii nie musieliśmy na nią chodzić. W Hiszpanii trenowaliśmy non-stop.

Opowiem więc historię, żeby to zobrazować. Mieliśmy jeden taki trening, właśnie z Guijosą. Byliśmy już po półtoragodzinnym treningu z piłkami, a on mówi: „Okej, to teraz wszyscy w kółku, na plecy i na mój gwizdek ręce stykają się z nogami. Jazda!” Zagwizdał chyba z 60 razy. Każdy dosłownie umierał już z bólu, a on się śmiał. Potem mówi: „Leżcie dalej”. Wziął piłki lekarskie, takie po 3-5 kilogramów. Dobraliśmy się w pary i jeden obkładał drugiego tymi piłkami po brzuchu. Przez dwa tygodnie chodziliśmy zgięci w pół.

W Niemczech grałem w 2. lidze, więc mogę tylko o niej opowiedzieć. Już od samego początku wiesz, że tam liczy się jedno: profesjonalizm. We wszystkim. Zarówno w sporcie, jak i wkoło niego. Tam bycie piłkarzem ręcznym traktują jako zawód, pracę do wykonania. Ta mentalność jest wyjątkowa.

Ile języków pan zna?

Cztery. Holenderski, hiszpański, niemiecki i angielski.

Kiedy dopisze pan do tej listy polski?

Ha! Wciąż próbuję! Ale jest bardzo, bardzo trudny. To w ogóle zupełnie inny rodzaj mówienia, zwłaszcza te słowa z „ż”, „cz” lub „sz”. Nie wiem, jak to ogarnąć.

Trochę więcej rozumiem, zwłaszcza, gdy mówi się o piłce ręcznej. Wtedy dokładnie wiem, o co chodzi w 90 procentach treści. Także na boisku język nie sprawia mi problemów, ale gdy już schodzimy w szatni na inny temat, bądź słyszę ludzi na ulicy, niewiele rozumiem, bo nie znam słów. Z określeniami związanymi z piłką ręczną stykam się na co dzień, więc jest dużo łatwiej.

Andre Agassi w swojej książce opisuje „Niedom”, z którym muszą zmagać się sportowcy. Pan na obczyźnie spędził już 10 lat. Takie sprawy nie przywodzą panu podobnej refleksji?

Więcej na: sportowefakty.wp.pl/pilka-reczna/776007/iso-sluijters-sportowcy-maja-piekne-zycia

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.