Tak chciałbym przydusić ich bardziej – rozmowa z Rastislavem Trtikiem, trenerem NMC Górnika Zabrze w dzisiejszym wydaniu Katowickiego Sportu

Autor
Zaktualizowany: Luty 1, 2019

Zapraszamy do fragmentu wywiadu z dzisiejszego Katowickiego Sportu z trenerem Rastislavem Trtikiem.

Pomimo dobrej pierwszej połowy, zakończonej remisem 14:14, znów w meczu z Vive nie udało się sprawić niespodzianki i przegraliście w środę pierwszy tegoroczny mecz w PGNiG Superlidze 24:32. Jest pan zawiedziony?
Przegrać z jedną z czołowych i najbogatszych ekip w Europie mniej niż dziesięcioma bramkami to nie jest taki zły wynik. Mówi się, że Vive ściąga zawodników za 40 tysięcy euro miesięcznie, u nas tyle można zarobić przez dwa lata. To jest przepaść, której nie da się zasypać dobrymi chęciami i ambicją. Gdybyśmy tak mieli choć połowę ich budżetu, mógłbym się założyć o butelkę dobrego wina, że wygramy, anie nie starcza nam materiału…

Pieniądze są wyznacznikiem klasy zawodników, dlatego na Vive nie ma w Polsce mocnych od siedmiu lat.
Mimo to strasznie wkurza mnie, że oni tak długo są tacy nie do pokonania. Przed rokiem w Pucharze Polski prowadziliśmy z nimi do przerwy 18:14, dopiero w ostatnich 15 minutach złamali nas. Denerwuje mnie trochę to, że nie potrafimy przydusić pod wodą jeszcze dłużej.

Ale Vive do Zabrza przyjechało tylko w jedenastu, a mimo to łatwo odjechało wam po przerwie. Dlaczego?
Pierwszą połowę zagraliśmy bardzo dobrze taktycznie i mogliśmy ją nawet wygrać, gdybyśmy niektóre sytuacje rozwiązali lepiej. W drugiej połowie zatrzymał nas w bramce Vladimir Cupara, a cały zespół z Kielc pokazał na czym polega różnica między nim a całą resztą ligi. W tej reszcie jesteśmy i my.

Najbardziej w oczy rzucała się różnica w klasie rozgrywających…
– To jest nasz największy mankament. Nie potrafiliśmy z drugiej linii wywrzeć presji na obronie Vive, żeby utrzymać kontakt, stworzyć też więcej okazji kołowym i skrzydłowym. Przez 15 minut drugiej połowy nie byliśmy w stanie zdobyć bramki z pozycji rozegrania. Graliśmy zbyt naiwnie w ataku, za naiwnie oddaliśmy za dużo piłek, z czego Vive wyprowadzało kontry. I zrobiła się różnica w wyniku. Na tle takiego rywala lepiej widać, nad czym musimy pracować.

W kadrze zespołu ma pan nominalnie aż trzech, a nawet czterech lewych rozgrywających, ale w ataku jakby nie było żadnego.
Nie ulega wątpliwości – musimy od naszych rozgrywających wymagać więcej. Zwłaszcza od kogoś, kto grał w Bundeslidze, jak Szymon Sićko. Po kilku nieudanych akcjach i rzutach zagotował się. Brakuje mi ogrania, pewności siebie, ale skąd ma to mieć, skoro spędził pół stycznia na zgrupowaniu kadry, gdzie grał bardzo mało, a z nami też nie trenował. Łukasz Gogola dobrze zaczął, ale potem popełniał błędy. Ale on dopiero wraca po kontuzji. Naszego najlepszego zawodnika na tej pozycji, Aleksa Tatarincewa, dopadł wirus i nie mógł zagrać. Do tego Ignacy Bak na prawej stronie w tym sezonie raczej już nie zagra. Musimy być jednak cierpliwi i konsekwentnie integrować z drużyną tych, którzy do niej wracają.

Po kontuzji Bąka Iso Sluijters został sam na prawej połówce. Będzie szukać wzmocniania?
Coś jest przygotowywane, ale to pytanie do właściciela klubu.

PEŁNA TREŚĆ WYWIADU TOMASZA MUCHY Z RASTISLAVEM TRTIKIEM DOSTĘPNA W DZISIEJSZYM WYDANIU KATOWICKIEGO SPORTU

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.