ZABRZANIE W ZŁOCIE

Autor
Zaktualizowany: Wrzesień 12, 2018

W deszczowy wieczór 10 września 1972 roku pięciu zabrzan w jednej chwili zdobyło olimpijskie złoto! Od tego wyjątkowego dnia mija 46 lat. 

Było to wydarzenie bez precedensu w historii polskiego sportu. 10 września 1972 roku pięciu zawodników jednego klubu wywalczyło w tym samym momencie złote medale olimpijskie. Hubert Kostka na bramce, Jerzy Gorgoń i Zygmunt Anczok w obronie, w drugiej linii Zygfryd Szołtysik, a w ataku Włodzimierz Lubański. Wszyscy spędzili na boisku po 90 minut, wszyscy pojechali na igrzyska jako piłkarze Górnika Zabrze.

Lubański z flagą

Podopieczni Kazimierza Górskiego o złoto zagrali z Węgrami. W Monachium strasznie lało, rywale krótko przed przerwą strzelili gola na 1:0. Jednak druga połowa to popisowa gra Polaków i Kazimierza Deyny, który strzelił obie bramki. Kiedy sędzia odgwizdał koniec meczu, relacjonujący go w telewizji legendarny komentator Jan Ciszewski wypowiedział słynne zdanie: „Mój Boże, co ja mam państwu powiedzieć. Dwadzieścia lat czekałem na tę chwilę, pięćdziesiąt lat czekało polskie piłkarstwo…”. Lubański przejął od jednego z kibiców biało-czerwoną flagę i pobiegł z nią na czele drużyny dookoła stadionu.
„Chodźcie, nie dajcie czekać tym medalom!” – wołał Lubański do kolegów, kiedy z szatni wracali na murawę, by uczestniczyć w ceremonii wręczenia medali. Miał też powiedzieć: „Chłopcy! Mazurek na stadionie! Przeżyć to i kończyć karierę…”. Lubański był kapitanem drużyny, która odniosła pierwszy wielki sukces w historii reprezentacji biało-czerwonych. Avery Brundage, prezes MKOl-u, ten sam, który po ataku terrorystów na izraelskich sportowców powiedział: „Game must go on!”, wręczył Polakom medale. Było ich tylko… dwanaście, więc gracze rezerwowi dostali kopie dopiero po powrocie do Polski. Zabrzanie przywieźli je na Roosevelta.

Prorocze słowa

Słowa Lubańskiego o końcu kariery w wypadku piłkarzy Górnika okazały się niejako prorocze. Kostka w kadrze zagrał potem już tylko jeden mecz. Anczok po roku zaczął mieć problemy ze stopą i w 1973 roku przestał grać w kadrze. „Zyga” Szołtysik, który miał wtedy 30 lat, wkrótce po igrzyskach stracił miejsce w reprezentacji, choć bez jego bramki, strzelonej na 2:1 trzy minuty przed końcem meczu ze Związkiem Radzieckim, być może Polska nie zagrałaby w finale. Razem z Kostką żegnał się z reprezentacją. Rok po meczu w Monachium wielki dramat przeżył Włodzimierz Lubański. W meczu z Anglią na Stadionie Śląskim (czerwiec 1973) doznał kontuzji, która na kilka lat wyeliminowała go z wielkiego futbolu. Choć grał jeszcze wiele sezonów, to nigdy nie wrócił do formy sprzed urazu. Tylko Jerzy Gorgoń kontynuował wielką karierę, zdobywając na kolejnych imprezach kolejne medale. Wysoki obrońca Górnika miał wtedy 23 lata i jego dwa cudowne gole strzelone NRD pozwoliły Polakom wyjść z grupy. „Co wyście dzisiaj grali?” – zapytał Georg Buschner, trener rywali, Kazimierza Górskiego. „Futbol” – odpowiedział trener późniejszych mistrzów.

Sukces olimpijski odbił się szerokim echem w kraju. Piłkarze byli witani jak bohaterowie. Złoci medaliści dostali po 600 dolarów i 60 tysięcy złotych. „Do tego dołożyłem oszczędności, coś pożyczyłem i przywiozłem sobie do kraju kanarkowe BMW. Uczestnicy igrzysk mieli nawet czterdzieści procent zniżki. Z Warszawy do Zabrza auto przywiózł mi Stasiu Oślizło” – wspomina Lubański. 10 września ogłoszono w Polsce Dniem Piłkarza, przypominającym przez lata o tym wydarzeniu.

Skład Polski z finału igrzysk olimpijskich w Monachium (1972)
Hubert Kostka – Zbigniew Gut, Jerzy Gorgoń, Lesław Ćmikiewicz, Zygmunt Anczok – Zygfryd Szołtysik, Jerzy Kraska, Kazimierz Deyna (77. Ryszard Szymczak), Zygmunt Maszczyk – Włodzimierz Lubański, Robert Gadocha.

Liczba – 10
Tylu piłkarzy Górnika na koncie olimpijskie medale. Pięć złotych zdobytych w Monachium (1972), oraz pięć srebrnych – dwa w Montrealu (1967) i trzy w Barcelonie (1992). Jerzy Gorgoń jako jedyny wywalczył dwa krążki.

Foto: Archiwum Górnika Zabrze

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.